,, - A kiedy będę szukał ukojenia w twoich ramionach, okaże się że jesteś gorsza.....Ty zabijasz bo kochasz, ja zabijam by żyć...''
~*~
Z mojego gardła wydobył się rozpaczliwy krzyk. puściłam głowę w dół zaciskając powieki i zęby z bólu, kolejny raz bat zetknął się z mim lewym udem tworząc wielką krwawą ranę. ,,Kolejna blizna do kolekcji'' pomyślałam z goryczą.
Szarpnęłam nadgarstkami raniąc je bardziej, łańcuchy którymi jestem przypięta mocno przyległy do nadgarstków zdzierając z nich resztki skóry.
- Haruno...po co karzesz mi sprawiać Ci ból ? Powiedz gdzie znajduje się kryjówka Brzasku i wszyscy będziemy szczęśliwi - Kat złapał za moje różowe włosy i podciągnął w górę patrząc prosto w oczy.
- Wal się - Wysyczałam plując mu w twarz. Warknął głośno i odepchnął moją głowę w tył co skończyło się dość silnym zderzeniem z zimną ścianą, zamroczyło mnie a po chwili nadeszło tak długo oczekiwane uczucie spokoju...Uderzenie i coś mokrego na twarzy. Otworzyłam oczy patrząc na oprawcę trzymającego pustą do połowy szklankę.
- Kochanie, nie pozwolę Ci zemdleć w takim momencie. Będę przychodził codziennie i możesz mi uwierzyć, że nie będę miły i zmienię twoje życie w piekło. Więc może powiesz gdzie jest ich baza i twe męki się zakończą ? - Wysyczał mo prosto do ucha a ja pokręciłam głową. Jego czarne oczy patrzyły teraz na mnie z wymalowanym gniewem, wyraz twarzy był surowy a ostre rysy nadawały mu strasznego wyglądu. Zmarszczyłam jasne brwi patrząc na niego pełnymy determinacji szmaragdowymi oczami.
- Nic Ci nie powiem... - Pod wpływem impulsu szarpnęłam głową w przód zdążając moim czołem o jego. Nawet nie pomyślałam, że mam taką siłę ale widząc bruneta leżącego u moich stóp uśmiechnęłam się. Moje ubrania, a raczej jego pozostałości czyli poszarpane krótkie spodenki i szara rozerwana na plecach bluzka, były przesiąknięte krwią. Moją krwią.
Jestem Dakura Haruno, mam osiemnaście lat, różowe długie włosy, szmaragdowe oczy, ( to nie żadne soczewki a moje włosy nie są farbowane, taka się urodziłam... ) i dość wyraźne rysy twarzy. Znajduję się w więzieniu o zaostrzonym rygorze, w którym jestem torturowana. Moje ciało jak i psychika są dość mocno poszarpane ? Tak, to chyba najlepsze określenie. Zostałam złapana w domu, w jedyny dzień gdy zrobiłam sobie wolne...kurcze...Jestem szpiegiem, moja praca polega na zdobywaniu informacji i sprzedawaniu ich za dość sporą sumkę. Mój przyjaciel wyznał, że znajduje się w trzecim z kolejności w najniebezpieczniejszych gangach Los Angeles. Zaprowadził mnie do ich siedziby i zapoznał ze wszystkimi członkami, których już nie pamiętam....fajnie się tam bawiłam i dowiedziałam w sumie wszystkiego o Aka. Teraz gdy policja dowiedziała się, że jestem w posiadaniu takich i wielu innych informacji postanowili, że skoro po dobroci nie mam zamiaru im powiedzieć miejsca ich tak zwanej ,,bazy'' wyciągną to ze mnie siłą. Ehhh...życie. Musiałam się jakoś z tond wydostać co nie było łatwe szczególnie dla tego, że ledwo trzymam się na nogach, w sumie jestem pewna, że gdyby nie łańcuchy, którymi jestem przykuta leżała bym obok Itachiego Uchihy. Jednego z tutejszych katów i mojej pierwszej miłości oraz przyjaciela z dzieciństwa. Lekko ruszyłam nadgarstkami podnosząc głowę w górę.
- Cholera - Zaklęłam czując kolejną ranę na przegubach.
- Niech ktoś tu przyjdzie - Z mojego nienaturalnie zachrypniętego gardła wydobyła się pusta próśba, która nie zostanie spełniona. Tak bardzo chciałam aby ktoś mnie uratował. Niby powinnam umieć sama prawda ? Umiem, ale ciężko jest z ciałem prawie bez skóry i pustym od kilku dni żołądkiem. Uchiha jęknął a ja zacisnęłam powieki, uderzając go zrobiłam najgłupszą rzecz jaką tylko mogłam. Wydałam na siebie wyrok. Wyrok, który będzie mnie prześladował za każdym razem po otwarciu oczu, a także zamknięciu.Codziennie rano będę widzieć jego wściekłą twarz, następnie zostanę oszpecona ręką ukochanego i znowu kładąc się spać będę błagać o leprze jutro. W tym momencie widząc wściekłego bruneta straciłam wszelką nadzieję na ratunek, za dwa dni mam osiemnaste urodziny, które spędzę błagając kata o choć ten jeden dzień bez męki.Itachi stanął przede mną z gniewem w oczach.
- Haruno - warknął - właśnie straciłaś szansę na normalne życie - Złapał leżący obok długi skórzany bat i zadał nim cios w prawe udo tworząc taką samą ranę jak na lewym. Po policzku spłynęła samotna łza będąca oznaką słabości i bólu. Kolejny cios trafił w brzuch tworząc głęboką ranę od jednego biodra po drugie, tuż pod pępkiem w którym widniał srebrny kolczyk. Patrzyłam w jego szalone spojżenie błagając w myślach o koniec. Kolejny krzyk zdzierał moje struny głosowe jeszcze bardziej. Żemykowy pasek tym razem udeżył w lewą pierś pozostawiając krwawy ślad. Kolejne udeżenie ciągnęło się od lewego ramienia pomiędzy piersiami, aż do prawego biodra...
- Aaaaaa !! - Z sekundy na sekundę zdzierałam sobie gardło coraz bardziej. Sekundy przerodziły się w minuty a minuty w godziny.
~*~
Zaprzestał jakiś czas temu. Nawet nie zauważyłam kiedy, skończył, tak po prostu, bez słowa odłożył bat i wyszedł. Zastanawiałam się nad tym jakie grzechy popełniłam, że dostaję taką karę. Nigdy nikogo nie zabiłam, nie ukradłam, nie raniłam ludzi...po prostu żyłam jak zwykła osierocona dziewczyna. Czy szpiegowanie było, aż takie złe ? Tylko zbierałam informacje i je sprzedawałam. Podniosłam głowę wpatrując się beznamiętnie w sufit. Krew obficie spływała z nowych ran wsiąkając w resztki ubrań i tworząc jeszcze większą plamę krwi w której stoję. Ugięłam nogi opadając w dół, kolana zatrzymały się kilka centymetrów nad ziemią a na nadgarstkach, które szarpnęły łańcuchami powstały nowe rany. Wyobrażałam sobie jak jucha spływa w dół zostawiając krwisto czerwone ślady. Westchnęłam ciężko....to mój koniec, muszę wybrać, albo powiem gdzie znajduje się ich kryjówka, albo...
Moje rozmyślenia przerwały krzyki i głośny odgłos kroków.
- Wdarli się na dziedziniec !
- Wyprowadzić, więźniów - Stłumione przez ściany i grube metalowe drzwi głosy. Słabe światło zabłysło pod wyjściem a po chwili wielki huk wypełnił pomieszczenie, w którym się znajduję. Drzwi z kawałkiem ściany wylądowały kilka metrów po mojej prawej stronie a do pomieszczenia wbiegło parę osób. Pisk w uszach przeszkadzał w usłyszeniu jakiegokolwiek dźwięku, natomiast kuż całkowicie uniemożliwiał widoczność. Zaczęłam kaszleć i próbowałam osłonić usta co skończyło się głośnym łoskotem kajdan.
- Ktoś tu jest - Przez ścianę dymu odnalazłam wzrokiem światło, które po chwili zaczęło razić i spuściłam głowę w dół.
- Kim jesteś ? - Mężczyzna ukucnął przede mną ściągając swoją maskę i podając ją mi pozwolił odetchnąć tlenem. Uniosłam głowę spoglądając na mężczyznę. Jego błękitne oczy wywiercały dziurę w mojej głowie czekając na odpowiedz, krótkie bląd włosy ułożyły się w uroczym nieładzie, a wyraziste rysy twarzy i trzy kreski na każdym policzku dodawały mu surowego wyglądu.
- Sakura Haruno A ty ? - W głowie zaczęło mi się kręcić a resztka sił opuszczać.
- Naruto... - To było ostatnie co usłyszałam.
~*~
Od Autora - Witajcie ! Pomysł na kolejną notę już jest więc niebawem biorę się za pisanie ;) postanowiłam, że skoro jest was coraz więcej to kolejna notka się pojawi jak będzie kilka komentarzy od was :p buźki Youi
Aaaaa super rozdział fabuła mi się podoba nic dodać nic ująć po prostu bomba :)
OdpowiedzUsuńZeref: a ja się zgadzam ;3